Festiwal Beztroska

Październik to czas, kiedy cieplejsze kurtki proszą się już o wyjęcie z szafy, imbir z cytryną zwierają szyki do natarcia na grypowe przeziębienia a gorąca czekolada kusi, byśmy w jej słodyczy ukoili nadciągająca chandrę. Ale 22 i 23 października 2016, słońce nam sprzyjało i nie miało litości dla tych, którzy szukali wymówki by te dwa jesienne dni spędzić przy kominku i wszystkich, którzy zdecydowali się na odwiedzenie Beztroska Festiwal, sowicie nagrodziło niespodziewaną jak na ta porę roku, dawką witaminy D.

Kto zna wrocławski Browar Mieszczański, ten wie, że organizowane w nim imprezy zawsze maja niecodzienny charakter, ale zobaczyć go w takiej odsłonie nikt się chyba nie spodziewał. Już od samego wejścia na dziedziniec zaskakiwała wszystkich soczystej barwy trawa , która niespodziewanie zazieleniła się na szaroburej kostce brukowej i w formie strzałek, prowadziła gości do krainy totalnego, beztroskiego zaskoczenia.

Każde z pomieszczeń browaru przybrało z okazji tej imprezy inny wystrój i klimat, roztaczając przed odwiedzającymi kolorowy kalejdoskop wrażeń i doznań. Wystarczyło przejść kilka kroków, by nagle znaleźć się w pełnym tajemnic, opuszczonym zakątku dżungli, gdzie wśród zwisających pnączy i lewitujących kwiatów dostrzec można było inspirujące, zachęcające do refleksji cytaty i mądrości z różnych zakątków świata. Następne kilka kroków i nagle otulały nas kojące dźwięki jogi, aż chciało by się położyć na wygodnych matach i rozkoszować tą muzyczną strawą do końca dnia, ale było przecież jeszcze tyle atrakcji do zobaczenia. Kolejne pomieszczenie i kolejny artystyczny majstersztyk, koło życia w formie ogromnego walca, gdzie prześledzić mogliśmy wędrówkę człowieka, od narodzin aż po jego kres, zakończonym intrygującym: “Game over”.

Gdy baterie zaczęły się już wyczerpywać od nadmiaru wrażeń, wystarczyło naładować je kawałkiem zdrowych kalorii  w zakątku słodkich pokus, potem wpaść na chwilkę do czytelni, a tam zanurkować w setkach odzyskanych ze skupu książek czy nawiązać nowe znajomości,   rozsiadając się wygodnie na paletach wyłożonych workami po kawie. W sali obok, tak zwanej warsztatowni, trwały nieustająco jakieś zajęcia, raz było to wyplatanie łapaczy snów, sypanie kolorowym piaskiem fantazyjnych mandali czy nauka mehendi.

Wieczorami zaś Browar przybierał bardziej nastrojowego klimatu i ze sceny dobiegały wszystkich  kojące głosy zaproszonych zespołów, którzy pod zwisającymi ze sklepienia girlandami przepięknych, wykonanymi z gazety kwiatów, roztaczali aurę beztrosko-relaksacyjnej muzyki. Ważną rolę w artystycznym wydźwięku tej imprezy odegrały dekoracje, widać je było na każdym kroku, zachwycały swoją prostotą a przybyli goście zachwyceni byli ile można wyczarować z mchu, starych gazet, nikomu niepotrzebnych okien czy porzuconych mebli.

Ale najpiękniejszym, najważniejszych “elementem” tego wydarzenia, i czuć to było na każdym centymetrze tego ogromnego obiektu, byli ludzie, liczni przybyli goście, którzy stworzyli niezapomnianą atmosferę sielanki i wzajemnej życzliwości i to dla nas, organizatorów  było największą radością. Tego beztroskiego czasu długo jeszcze nie zapomnimy i już czekamy na kolejną beztroską imprezę, która ma odbyć się już niedługo.


Categories: Aktualności

Post Your Thoughts